Wokół Manus AI zdążyło zrobić się naprawdę głośno. Twórcy chwalą się, że to pierwszy ogólnodostępny agent, który nie tylko „rozmawia jak człowiek”, ale potrafi samodzielnie wykonywać złożone zadania. Ma to być nie kolejny zwykły chatbot, jakie już dobrze znamy, a bardziej coś na wzór cyfrowego współpracownika. Jak jego umiejętności wyglądają w praktyce? Postanowiłam przetestować i podzielić się moimi przemyśleniami.
Manus to autonomiczny agent AI – czyli system, który nie tylko odpowiada na polecenia, ale sam planuje, organizuje i wykonuje złożone zadania. Nie działa jak klasyczny chatbot, a jego siła tkwi w czymś więcej niż „modelu językowym”.
Pod maską Manus łączy kilka różnych modeli językowych dostępnych na rynku, m.in. Claude 3.7 Sonnet od Anthropic oraz dostosowane wersje modelu Qwen od Alibaba. Dzięki temu może elastycznie dopasowywać swoje „mózgi” do konkretnych zadań – np. researchu, pisania, analizowania danych czy podejmowania decyzji.
Dlatego też coraz częściej pojawiają się opinie, że Manus to jeden z pierwszych kroków w stronę AGI. Oczywiście nie w pełnym, akademickim rozumieniu tego pojęcia – ale jako narzędzie, które zaczyna wykraczać poza generowanie tekstu i podejmuje realne działania.
Nie ukrywam, że takie wieści ze świata AI napawają mnie zarówno ciekawością, jak i zawodowym niepokojem. Jeśli to faktycznie działa, to nasza codzienna praca – analityków, copywriterów, marketerów – może się zmienić szybciej, niż zakładamy.
Póki co Manus działa wyłącznie na zaproszenia. Do tej pory dostęp mieli tylko nieliczni, ale coraz więcej osób po zapisaniu się na listę oczekujących otrzymuje swoje kody. Prawdopodobnie nie dzieje się to przypadkowo – niedawno Manus wprowadził płatną subskrypcję dla zaproszonych użytkowników i wypuścił aplikację mobilną. To naturalny moment na rozszerzenie dostępu i co za tym idzie – zwiększenie przychodów. Mail z dostępem do Manusa trafił do mnie wraz z końcem marca. Pierwsze, co zrobiłam po zalogowaniu? Oczywiście – zleciłam mu zadanie contentowe.
Chciałam sprawdzić, jak Manus AI radzi sobie z zadaniem, które w codziennej pracy wymaga znajomości branży, grupy docelowej i rozumienia kontekstu biznesowego. Ale nie tylko. Interesowało mnie też, jak poradzi sobie z researchem tematów, doborem słów kluczowych, strukturą treści. I co najważniejsze – intencją użytkownika. Czy Manus potrafi ją wyczuć i zaproponować coś więcej niż oczywiste tematy?
Nie chciałam go prowadzić za rękę. Nie podawałam gotowych danych wejściowych, listy fraz ani szerszego kontekstu – zależało mi na zobaczeniu, jak Manus zbiera informacje, filtruje je i podejmuje decyzje.
Oto zadanie, które mu zleciłam:
Manus AI – prompt
Przygotowanie całej strategii zajęło Manusowi niecałe 10 minut. Tutaj warto podkreślić, że nie był to chaotyczny, automatyczny proces generowania treści, a przeciwnie. Miałam podgląd na żywo pod to, jak AI planuje swoją pracę i to dosłownie. Manus najpierw rozpisał zadanie na etapy, a dopiero później zabrał się za realizację.
Poszczególne składowe wykonywania tych etapów mogłam śledzić w podlądzie na żywo – widziałam, na jakie strony wchodzi, jak je skanuje i w jaki sposób gromadzi informacje.
Manus – plan działania
Manus zdecydował się osadzić całą strategię wokół hasła: „Naturalne odmładzanie i nieinwazyjne zabiegi medycyny estetycznej”. Brzmi to być może nieco jak fraza z katalogu marketingowego, ale jest w niej wbrew pozorom bardzo sporo wyczucia. Dlaczego?
Po pierwsze, AI wykazał się wyczuciem trendów. W strategii pojawia się odniesienie do „aging well” – coraz popularniejszego podejścia, które zakłada, że nie chodzi o cofanie czasu, tylko o mądre, naturalne wspieranie wyglądu. Idealnie trafia to w potrzeby klientek 30+.
Po drugie, Manus przyzwoicie połączył niszę tematyczną z konkretnymi zabiegami, które faktycznie się w nią wpisują: od mezoterapii, przez „baby botox”, po biostymulatory i PRP. Nie była to więc abstrakcyjna idea, a ciekawy kierunek, który obrał i który można przełożyć na tematy blogowe, kampanie i komunikację sprzedażową.
Jednym z elementów, na które najbardziej czekałam, był dobór słów kluczowych. Czy Manus potrafi wyłapać to, co faktycznie się wyszukuje? Czy rozumie, że SEO to nie tylko semantyka, ale też realne dane?
Zacznijmy od pozytywów: lista ogólnych fraz kluczowych to dość solidna baza. Wysokowolumenowe, dobrze znane, trafione w kontekst branży: „mezoterapia igłowa”, „stymulatory tkankowe”, „lifting bez skalpela”, „zabiegi odmładzające”. Ale umówmy się – pisząc o ogólnych zabiegach, ciężko nie trafić w dobrze rokujące frazy.
Natomiast, gdy przechodzi do długiego ogona, zaczynają się schody.
Na pierwszy rzut oka frazy być może brzmią logicznie, a na pewno logicznie dla kogoś, kto się na tym nie zna. Jak natomiast wyglądają z perspektywy SEO? Otóż – nijak. Nie niosą za sobą żadnego potencjału (na 35 fraz dodatkowych, które zaproponował, 4 z nich miało jakikolwiek potencjał). Manus nie potrafi jeszcze ocenić rzeczywistej wartości fraz i jeśli miałabym się oprzeć na jego pracy przy tworzeniu właściwej strategii, to musiałabym zdecydowanie sięgnąć po dodatkowy reaserch – czy to do Senuto, czy do Ahrefsa.
Co ciekawe, Manus przygotował cały plan publikacji, z dokładnymi datami i ich uzasadnieniem – począwszy „od jutra”. W prompcie nie miał zaznaczonej daty startu, więc założył, że jest to coś, co musi przygotować na już.
Dużo jest tu jednak tematów zbyt ogólnych i lifestyleowych, które być może wpisują się w trend, jednak ciężko byłoby im się przebić do wyników organicznych. Jako frazy główne do tych tematów wskazuje natomiast bardzo ogólne keywordy, takie jak „medycyna estetyczna”. Widać więc, że nie do końca łapie, o co chodzi w tym całym seo i intencji użytkownika.
Do każdego tytułu zaproponował również meta description i tutaj poradził sobie całkiem nieźle. Krótki, zwięzły opis, zawierający CTA, który z powodzeniem można wykorzystać w praktyce.
Jedną z rzeczy, które często są pomijane przy planowaniu treści przez AI, jest sezonowość tematów. Chatboty potrafią sypać pomysłami, ale nie zawsze wiedzą, kiedy warto o nich pisać. Manus w tym kontekście zaskoczył na plus. Skupił się na zabiegach wiosennych, przygotowaniu skóry na lato, a nawet nie umknęło mu to, że w tym okresie zaczynają mocno trendować wesela.
Nie byłabym również sobą, gdybym nie poprosiła Manusa o wygenerowanie przykładowego tekstu na jeden z tematów, które sam zaproponował. Starałam się być w prompcie nieco bardziej specyficzna, aby nie otrzymać treści, która na pierwszy rzut oka wygląda na generyczną. Również w tym przypadku Manus uruchomił ten sam schemat – podzielił moje polecenie na bardzo małe, szczegółowe kroki. Generowanie artykułu trwało na tyle długo i było tak rozdrobnione, że zanim dotarł do końca – skończyły mi się tokeny.
Tekst, który zdążył wygenerować, był oznaczony jako „SEO-optimized article”. I faktycznie: frazy się zgadzają, struktura istnieje. Ale styl? UX? Flow? Niestety – wyglądało to, jak typowy, rozwlekły twór modelu językowego, który spełnia wymogi algorytmu, ale nie człowieka. Krótko mówiąc: copywriterzy mogą jeszcze na chwilę odetchnąć. Treści od Manusa może i mają strukturę, ale wciąż brakuje im „duszy”.
Na koniec warto zadać sobie pytanie: czy efekt końcowy faktycznie różni się od tego, co potrafi wygenerować dobrze ustawiony model, taki jak ChatGPT? Na tym etapie moja odpowiedź będzie przecząca.
Wszystkie elementy, które Manus dostarczył – nisza, słowa kluczowe, propozycje tematów, kalendarz treści, a nawet struktura artykułu – to rzeczy, które można wygenerować Chatem GPT. Manus automatyzuje ten proces, upraszcza go i porządkuje. Ale z mojej perspektywy nie tworzy nic, co byłoby poza zasięgiem istniejących narzędzi.